Rozdział IV: W domu wariatów cz. 1.

Rozdział IV: W domu wariatów

1.

          Grzesiek odzyskał świadomość, ale pierwsze, co poczuł, to wcale nie był ból głowy tylko autentyczne przerażenie. Gdyby nie inne objawy, pomyślałby, że śni. Uczucie de ja vu przyprawiało o dreszcze.
          Znajdował się w małym pokoju z zakratowanymi oknami. W rogu stał stary telewizor, przed którym staruszek oglądał czarno-biały niemy film, prawie całkowicie zapadając się w jednym z trzech zdezelowanych foteli. Kilka osób siedziało przy kwadratowych stolikach, grając w gry planszowe.
          Siedział na wózku inwalidzkim, za sobą widział duże przeszklone drzwi z zamkiem magnetycznym, a nieco dalej, po prawej, ogromne okno wychodzące na korytarz. Po drugiej stronie przy stole siedziały kobiety w zielonych fartuchach.
          Wokół Grzegorza zgromadzili się pochyleni mężczyźni w śmiesznych kolorowych dresach. Wwiercali w niego wzrok zamglony przez leki. Niektórzy szeroko otworzyli usta, z których wolno wyciekała ślina, kapiąc im na bluzy i podłogę. Za nimi stało kilka rozczochranych kobiet z zapamiętaniem żujących końcówki włosów.
          Siedzący przy szachach młody chłopak zerwał się z krzesła. Skacząc jak mała małpka wskazywał na Grześka palcem i wydawał gardłowe okrzyki.
          We wszystkich tych twarzach czaiło się szaleństwo i naprawdę miał ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie. Mało brakowało, a rzuciłby się do drzwi krzycząc zapamiętale. To pomieszczenie, ci ludzie... To, co widział aż za bardzo przypominało jego sen. Miał wrażenie, że jeśli tylko na chwilę się odwróci, pacjenci zamienią się w krwiożercze zombie i pożrą go żywcem.
          Jednak patrząc na zastygłe w bezruchu sylwetki, z pewnością otumanione psychotropami, trudno było mu projektować na nich żądne krwi bestie. Aczkolwiek denerwował go fakt, że został tutaj przywieziony, pomimo tego, że był nieprzytomny. Wzbudzał niepotrzebną sensację. Kto wie, jak długo stoją tu i go obserwują? Kto wie, jakie myśli zrodziły się w ich chorych głowach?
          
          
          Kiedy pacjenci zorientowali się, że nie śpi, wrócili do przerwanych zajęć, nie poświęcając mu więcej uwagi. Odetchnął z ulgą. Zaraz też poziom adrenaliny spadł i odczuł nieprzyjemne dolegliwości: znów bolała go głowa, a żołądek szaleńczo kręcił młynki, do tego dochodziło osłabienie mięśni. Stwierdził z niesmakiem, że wolał, kiedy hormon przetrwania hamował ból. Teraz sprzedałby nawet własną matkę za możliwość położenia się.
          Rozejrzał się dokładnie po pomieszczeniu. Przypominało świetlicę – nie widział żadnych łóżek.
          Zwrócił uwagę na młodą dziewczynę stojącą w kącie obok okna. Była średniego wzrostu, bardzo wychudzona, z niezdrowym odcieniem cery. Okręcała sobie włosy wokół palca, przygryzając wargę i z krępującą zaciętością uporczywie się w niego wpatrywała. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, niewątpliwie wykonywałby ostatni konwulsyjny ruch. Odwrócił wzrok, lecz gdy powracał spojrzeniem w jej stronę, patrzyła zawsze na niego. Aż włosy się jeżyły.
          Nie była jedyna. Na podłodze, koło regału pełnego książek siedział mężczyzna. Poplamiony T-shirt i dziurawe spodnie rzucałyby się w oczy, gdyby nie wygolona głowa i kontrastująca z opaloną skórą, długa blizna przecinająca policzek. Zabliźniających się ran na przedramionach również nie dało się pominąć. Całe ręce usiane były białymi nitkami, wyglądały jak mapa drogowa... Mężczyzna łypał na niego groźnie. Grzesiek nie wytrzymał tego spojrzenia i zamierzał wstać, kiedy z cichym piknięciem otworzyły się drzwi.

2.

          Do środka weszła niska, przysadzista kobieta po czterdziestce w pielęgniarskim stroju. Czarne włosy opadały kaskadą na jej ramiona. 
          
- O widzę Grzegorzu, że już się obudziliśmy i poznaliśmy nowych znajomych. Znakomicie. Pozwolisz, że teraz pokażę ci twój pokój i najważniejsze pomieszczenia. - Chwyciła rączki wózka i wyjechała z nim na korytarz. 

          
          Skręcili w prawo i przejechali dość długi kawałek. Po drodze minęli dokładnie dziesięć sal, po jednej, i dziewięć po drugiej stronie. Wszystkie otwarte. Grzesiek zaglądał do środka, ale nikogo nie widział. Przeciętny, nieco ascetyczny, wystrój, nienaganny porządek i brak rzeczy osobistych skłaniały do myślenia, że pokoje są niezamieszkane, ale przed każdym wisiała mała plakietka, najczęściej z dwoma nazwiskami.
          Na końcu kobieta przyłożyła kartę magnetyczną do małej czarnej skrzynki na ścianie i otworzyła zaciemnione dwuskrzydłowe drzwi. 

- Widzisz Grzesiu te drzwi naprzeciwko? To stołówka. Tam, razem z innymi pacjentami, będziesz grzecznie chodził na śniadanko o ósmej, obiad o trzynastej i kolację o osiemnastej trzydzieści. Zawsze po śniadaniu i po kolacji musisz się ładnie ustawić w kolejce przy okienku w tylnym rogu sali i przyjąć leki. Zrozumiano?
- Tak. - Grzegorz słuchał, co mówiła, lecz nie wszystko do niego docierało. Chciał jak najszybciej odpocząć. - Możemy już pojechać do mojego pokoju? 
- Oczywiście, już jedziemy.

          Ku jego zdumieniu zawrócili. W drodze powrotnej raz jeszcze przyjrzał się plakietkom. Nie widział swojego nazwiska na żadnej i mimowolnie poczuł strach, że może znowu zamkną go w izolatce, chociaż intuicja podpowiadała mu, że musi mieć nadzieję.
          Stanęli na środku korytarza, który po kilku metrach zakręcał w lewo. 

- Po prawej, jak zapewne zdążyłeś zauważyć, jest świetlica. Wolno ci tam przebywać tylko i wyłącznie w określonych godzinach, to jest od czternastej do siedemnastej. Tylko personel może otwierać drzwi, więc nie wolno stamtąd wychodzić bez zezwolenia. W środku znajduje się interkom, przez który, w razie potrzeby, możesz zawołać pielęgniarkę. Jednak mamy tutaj w ośrodku taką zasadę, że nie robimy tego zbyt często.
- Mhm. Możemy jechać dalej?
- Po prawej stronie. Spójrz proszę! - Zdawała się go ignorować. 
- Możemy...
- Spójrz w prawo do cholery! - Nagła zmiana tonu natychmiast go rozbudziła. Przypomniał sobie ciemne, brudne i ciasne pomieszczenie, w którym wracały wspomnienia z więzienia. Postanowił nie sprawiać problemów. - Cudownie! Widzisz? To jest dyżurka pielęgniarek. Przez całą dobę pilnujemy, aby niczego wam nie brakowało. Zapewniamy rozrywkę, trzymamy porządek, służymy radą, dobrym słowem, wsparciem... Tak. 

          
          Ruszyli w dalszą drogę. Obok świetlicy zobaczył kolejną większą salę z oknem wychodzącym na korytarz. Nie miał pomysłu, co by to mogło być. W środku stały dwa łóżka i dwie komody. Pokój wyglądał tak jak poprzednie, ale dlaczego w ścianie tkwiło to okno, przez które każda przechodząca osoba widziała wszystko, co działo się wewnątrz?
          Z prawej strony zalało go jasne światło. Odwrócił głowę, zostawiając myśli o dziwnym pokoju na później.

          
          Widok zapierał dech! Dwa duże okna i drzwi balkonowe wpuszczały niewyobrażalnie dużo światła słonecznego do tego mrocznego miejsca. Na tarasie stało kilka plastikowych stołów z kolorowymi parasolami. Dalej fontanna tryskała radośnie wysokim, aż do chmur, słupem wody, opryskując kropelkami kwiaty rosnące wokół. Od placu odchodziły co najmniej dwie wysypane złotym piaskiem drogi. Wokół nich, w równych odstępach, rozstawione były ławki i krzewy hortensji. Wszędzie rosły rozłożyste drzewa, a zielona trawa zachęcała do odpoczynku.
          Grzegorzowi wydało się, że oto stoi przed jakimś magicznym portalem do innego świata.
          Przez uchylone okno dolatywał do niego zapach świerków i kwiatów. Ptaki śpiewały wesoło, wychwalając matkę naturę. Pszczoły pracowicie uwijały się wśród krzewów. Przyroda tętniła życiem, podczas gdy ośrodek zdawał się być martwy i ponury.

          Skręcili w lewą odnogę korytarza i zatrzymali się koło białych drzwi z napisem „WC dla pacjentów”.

- O kiblu nie musi mi pani opowiadać, umiem z niego korzystać.
- Och, jesteś taki zabawny! Wstań, jesteśmy na miejscu.
- Jak na miejscu?
- Spójrz w drugą stronę! Od dziś to będzie twój pokój. - Uśmiechnęła się szeroko. 

          Podążył za jej wzrokiem i... Nie uwierzył.

- Mój pokój? Przecież to jakaś sala do obserwacji.
- Otóż to! - Krzyknęła entuzjastycznie. - A teraz wstań i się rozgość, muszę odprowadzić wózek. 


          Nie mógł, lub nie chciał, oswoić się z tą informacją. Wstał i podszedł do tabliczki przy drzwiach. Dotknął liter, które układały się w słowo „G.Krasiak”. Naprawdę tam były.
          Przynajmniej lepsze to, niż izolatka. Pomyślał wzdychając i wszedł do środka.

3.

          Nie zaskoczył go fakt, że przez jedyne okno w pomieszczeniu widział dyżurkę pielęgniarek. Co prawda wyszedł z zamkniętej celi, ale wciąż znajdował się pod całodobową obserwacją. Nie potrafił ocenić, czy to dobrze, czy źle, chociaż niewątpliwie cieszyła go normalna toaleta – przynajmniej tam odzyska nieco prywatności.
          Na wprost drzwi ustawili w poprzek dwa łóżka, rozdzielone parą identycznych kwadratowych komód. W rogu, koło okna, stał okrągły stół i dwa stare krzesła z wytartymi siedzeniami. Oprócz tego była jeszcze szafa narożna. Wszystko, łącznie z pościelą i ścianami było białe. Jedynie podłogę pokrywało brzydkie zielono-niebieskie linoleum.
          Podszedł do szafy i ją otworzył. Na wieszakach wisiało kilka bluz, a na półkach zastał złożone w idealną kostkę białe koszulki, spodnie dresowe i ręczniki. Na dole stała para klapków pod prysznic i używane adidasy. 

- O! Dobrze, że tam patrzysz! Nie będę musiała ci o tym mówić.


          Zza pleców niespodzianie dobiegł go głos pielęgniarki i aż podskoczył. Jednocześnie odruchowo zatrzasnął drzwiczki, przyciskając sobie palce. Syknął z bólu.

- Uważaj!
- To tutaj normalne, że skradacie się za plecami?
- Ubrania w szafie są dla ciebie. - Ponownie go zignorowała. - W każdą sobotę robimy pranie. W dolnej szufladzie komody znajdziesz bieliznę, szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów. Żele pod prysznic i inne przybory toaletowe znajdują się w łazience. Maszynkę do golenia i nożyczki dostaniesz u nas, ponieważ można ich używać tylko pod nadzorem. Usiądź proszę! Mam jeszcze kilka ważnych informacji. - Wskazała mu jedno z krzeseł, siadając na drugim. - Nasz ośrodek jest bardzo nowoczesny i korzysta z zaawansowanych technologicznie metod. Stosujemy dźwiękowy system powiadamiania. O siódmej rano włączamy serię krótkich dźwięków, tak zwany budzik. Jest to sygnał dla ciebie, że pora wstać. Długi modulowany dźwięk oznacza posiłek i musisz natychmiast przerwać wykonywaną czynność. Następnie udać się pod świetlicę i ustawić w parę z drugim pacjentem. 
- Natychmiast przerwać wykonywaną czynność? - Rozśmieszyło go to zdanie. - Nawet, jeśli będę zrzucał ciężki ładunek w kiblu? 
- Naturalnie! Zasady są tutaj święte! A jeśli nie będziesz się do nich stosował lub ich przestrzegał, spotka cię kara. 
- Co, znowu zamkniecie mnie w izolatce? - Kobieta tylko uśmiechnęła się tajemniczo na tę sarkastyczną uwagę.
- Po śniadaniu i przed kolacją masz godzinę dla siebie. W porze letniej, o ile nie pada, od dziesiątej spędzamy aktywnie czas na dworze: mamy piękny park do spacerowania, ławeczki na których można posiedzieć, a także dwa boiska, więc z pewnością nie będziesz się nudził. Po obiedzie zaś, rozwijamy kreatywność w świetlicy. 
- Ma pani na myśli zajęcia grupowe?
- Nie, absolutnie! Każdy rozwija się indywidualnie. To nie ośrodek leczenia uzależnień, prawda? 
- No tak. A terapia indywidualna? Spotkania z lekarzem, psychologiem? 
- Dwa razy w miesiącu zjawi się u ciebie psychiatra a raz na tydzień psycholog. Ty sam nie opuszczasz bloku nigdy. Rozumiesz? Nigdy! To kolejna ważna zasada. Zapamiętałeś? 
- Aha. 
- W swoim pokoju musisz dbać o czystość. Miotła i ścierki są w składziku na korytarzu. Czystość sprawdzamy codziennie pół godziny przed kolacją. O wpół do ósmej wieczorem masz czas, żeby się umyć i przygotować do spania. Równo o dwudziestej zaczyna się cisza nocna. O tej godzinie gasimy większość świateł, a ty musisz leżeć w łóżku. Jeżeli po rozpoczęciu ciszy nocnej złapiemy cię na korytarzu lub w łazience, wyciągniemy konsekwencje.
- Boże, to nie szpital psychiatryczny tylko jakieś pieprzone więzienie!
- Byłeś kiedykolwiek w szpitalu psychiatrycznym chłopcze?

Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią.

- Nie.
- A w więzieniu?
- Nie.
- Więc nie masz prawa porównywać.

I tu się mylisz. Pomyślał, gorzko wspominając te wszystkie lata w zamknięciu.

- I zapomniałam, co jeszcze miałam ci powiedzieć! Nie odzywaj się niepytany! - Kciukiem i palcem wskazującym potarła czoło, zamyślając się głęboko. - Ach, tak! Drzwi do pokojów muszą być cały czas otwarte, zamykamy je dopiero na noc. Nie wolno odwiedzać innych pacjentów w ich pokojach. Na pogaduszki będziecie mieli czas na świetlicy. Coś jeszcze...? - Zapatrzyła się przez okno. - Hm, wydaje mi się, że wszystkie najważniejsze zasady ci przekazałam.
- A kary?
- Słucham?
- Mówiła pani o karach za łamanie regulaminu. Jakie to kary?
- Och, o to niech cię głowa nie boli. - Wstała i skierowała się w stronę wyjścia. - Dowiesz się w swoim czasie. - Na usta wypłynął jej chytry uśmieszek. - Póki co rozkoszuj się czasem wolnym. Kolacja jest za dwie godziny. 


Gdy tylko jej sylwetka zniknęła w dyżurce, Grzesiek od razu z błogą satysfakcją padł na łóżko. Przez całą rozmowę ledwo trzymał się na nogach.
Mówiła, że co? Że kolacja za dwie godziny? Zdążę się zdrzemnąć. 


***

Dajcie znać kto czyta! :D ----> pisanietodar.blogspot.com na FB
lub w komentarzu pod postem :D 

Jestem ciekawa, ilu was tu jest, bo statystyki wciąż rosną ^_^

Kolejna część już w niedzielę, a w niej znów pojawi się Lili (tajemnicza dziewczyna z wizji). Niestety nie będą to miłe okoliczności, ponieważ nie zdoła uniknąć niebezpieczeństwa. 

Zapraszam was gorąco :) 




1 komentarz:

  1. Cześć! Nie wiem, czy jeszcze tu bywasz, bo nie ukrywajmy, blogger to już właściwie martwa platforma, ale no. Przeczytałam, więc jestem. Fajnie się to czyta, masz dar do przedstawiania wydarzeń z męskiej perspektywy i kreacji ciekawego bohatera. Chętnie przeczytałabym więcej, bo ciekawie się zapowiadało. Jedyne uwagi, to że masz tylko trochę problemów z formatowaniem tekstu i szablon jest strasznie nieintuicyjny - i bardzo rozpraszający przez powielające się tło (już lepiej, gdyby było jednolite, bo ciężko się skupić na tekście od takiej szachownicy). Tak czy siak... Szkoda, że nikt tutaj wcześniej nie komentował, bo historia zapowiada się lepiej niż ogromna rzesza takich, które mają dziesiątki obserwatorów.

    OdpowiedzUsuń