Rozdział I: Wizje
22:22.
Grzegorz drgnął.
Znowu się zaczęło. Do jego uszu doleciał cichy gitarowy akord.
Dołączył kolejny i jeszcze jeden, aż powietrze rozbrzmiało od
agresywnego rockowego riffu.
Autostrada
do piekła... Jakbyś zgadł bracie!
Pomyślał i spojrzał na
Aresa
– swojego rocznego dobermana. Ten nawet nie podniósł łba, co
znaczyło, że po raz kolejny dźwięki rozległy się tylko w głowie
Grześka.
Mężczyzna
stwierdził, że niedługo oszaleje...
A
potem, jak spod ziemi, wyrosła przed nim wysoka dziewczyna o blond
włosach i pięknych oczach. Miała zaczerwienione policzki, a prosta
grzywka opadała na czoło. Pełne wargi koloru dojrzałych truskawek
uśmiechały się niepewnie. Przy tej czynności w policzkach
dziewczyny tworzyły się cudne dołeczki.
Zawsze
wyglądała tak samo. W uszach nosiła małe, srebrne kolczyki. Mocny
makijaż podkreślał oczy. Na szyi wisiało mnóstwo rzemyków.
Czarny, rozciągnięty i za duży sweter maskował kobiece kształty.
Czerwone, krótkie szorty, sięgające ledwie za pośladki zupełnie
do niego nie pasowały.
Jak
co dzień od paru miesięcy (ściślej mówiąc minęło już chyba
pół roku, Grzegorz powoli tracił rachubę) dziwna, niematerialna
dziewczyna
nie mówiła nic. A
jednak
ją widział, jednak tam była jak jakiś koszmarny hologram wprost z
piekła.
Po
prostu stała, uparcie patrząc Grześkowi w oczy ze spojrzeniem
przepełnionym strachem i determinacją, nie wykonując żadnego
ruchu. Taka niezręczna dla niego sytuacja trwała do 23.00. W tym
czasie Grzesiek starał się nie oddychać, nie mówiąc już o
wykonywaniu innych czynności, więc po prostu siedział sztywno w
swoim wygodnym, miękkim, kremowym fotelu z Ikei i nie robił nic. Z
każdą minutą powietrze gęstniało od nadmiaru energii. czasem
wstrzymywał dech na kilkadziesiąt sekund i zamykał oczy, mając
nadzieję, że niechciany i męczący obraz zniknie. Jednak za każdym
razem, gdy unosił powieki dziewczyna wciąż tam była.
Przerażały
go te spotkania, które były, bądź co bądź, tylko wytworem jego
wyobraźni. Przynajmniej cały czas pragnął w to wierzyć. Był
praktycznym człowiekiem z bagażem doświadczeń i racjonalnym
umysłem.
Kiedy
po 38 minutach, podczas których sytuacja usypiała jego czujność,
na zegarze pokazywała się godzina 23.00 czar pryskał.
22.59...
Jeszcze minuta. Grzegorz odliczał w myślach sekundy i przygotowywał
się na to, co zawsze.
Od
niepamiętnych czasów w domu, w szkole, wreszcie w pracy powtarzali
mu, że ma stalowe nerwy. Był z tego dumny, lecz od pół roku
zaczął mieć poważne wątpliwości co do ich siły.
23.00.
Dziewczyna nagle się ruszyła. Nieznacznie, ale jego wyczulony umysł
to zarejestrował. Potem rzuciła się w jego stronę z demonicznym
krzykiem rozdzierającym powietrze, wyciągając ręce, tak jakby
miała zamiar go udusić. Straszny, wydłużony wrzask brutalnie
wdzierał się w niczym niezmąconą ciszę, docierając do mózgu
Grzegorza i wywołując dreszcze wraz z gęsią skórką. Układał
się w dwa słowa: „Pomóż mi!!!”.
Po
czym nagle, równo po minucie wszystko cichło, a widmowa postać
znikała.
Następnie
Grzegorz przez kolejną godzinę wciąż siedział pogrążony w
bezruchu i dochodził do siebie.
Niemal
zawsze po wizji przybiegał do niego Ares, zaniepokojony jękami i
przyspieszonym oddechem pana. Kładł łeb na jego kolanach i wiercił
się niespokojnie,
wyczuwając targające człowiekiem konwulsje - niczym w febrze.
Kiedy
Grzesiek zdołał się uspokoić, szedł do kuchni, parzył herbatę
i z parującym kubkiem dreptał wycieńczony do sypialni. Kubek
stawiał na komodzie przy łóżku i ubierał piżamę w granatowe
pasy. Kładł się i od razu zasypiał z wycieńczenia, a zimną
herbatę wypijał dopiero o poranku. Po źle przespanej nocy pełnej
niewyraźnych koszmarów, których nie pamiętał rano, wstawał i
dzielnie szedł do pracy, by osiem godzin odbębnić jako spawacz w
zakładzie wujka, za co dostawał tak marne grosze, że ledwo wiązał
koniec z końcem.
Nie
wiedział co znaczyły specyficzne wizje.
Odwiedzał
psychiatrów. Niektórzy dawali pigułki, które i tak nie pomagały.
Inni byli gotowi w każdej chwili wypisać skierowanie na oddział
psychiatryczny. Wymyślali choroby i zapraszali na kolejną prywatną
wizytę, a kiedy wracał z nowymi obserwacjami, zmieniali
rozpoznanie, więc psychiatrów sobie odpuścił.
Bywał
też u kilku psychologów, lecz żaden nie powiedział nic
konkretnego. Mówili mu, że to problem z przeszłości,
nierozwiązany, który go dręczy z osobistych powodów, po czym
pytali o relacje rodzinne i siostrę. Nie miał siostry, a żadnego
nierozwiązanego problemu sobie nie przypominał, dlatego spekulacje
tego typu odrzucał. Terapeuci tylko kiwali głową ze zrozumieniem i
bezradnością. Zdarzało się, że mówili „Przykro
mi, ale nie mogę Panu pomóc. W moim odczuciu nie jest Pan jeszcze
gotowy. Proszę...” zrobić
to, to i tamto. Bezsens totalny.
To są ludzie po studiach?
To
jeszcze nic, pewien terapeuta z Warszawy powiedział nawet, że to
auto-projekcja jego wewnętrznego Ja, że tak siebie widzi i
zamknięta płeć żeńska wyrywa się z jego duszy, manifestując
w
ten sposób swoje istnienie i prawo do wolności. Opowiedział mu o
transwestytyzmie i spytał o opinię. Grzesiek zaprzeczył tej
teorii. Potem doktorek spytał go, czy skoro nie czuje się
transwestytą to może jest
gejem,
bo jeśli rzeczywiście dziewczyna wyraża jego homoseksualizm, to on
może mu pokazać kilka sposobów, by uciszyć wewnętrzny głos...
Grzegorz
dosłownie uciekał z gabinetu pana Profesorka.
Po
tym incydencie zaniechał wizyt u specjalistów i postanowił
dowiedzieć się co nieco na własną rękę. Jednak mimo wielkich
starań i chęci w Internecie i książkach znalazł niewiele.
Spędzał długie godziny w bibliotece na dłubaniu w sieci i
przeglądaniu opasłych podręczników psychologii i psychiatrii.
Kiedyś w
amerykańskim czasopiśmie o parapsychologii, które przypadkiem
wpadło mu w ręce,
natknął
się na ciekawy artykuł o telepatii, , ale w ostateczności uznał
to za banał.
Jakiś
para naukowiec szeroko rozpisywał się w nim o przesyłaniu myśli
na odległość i wpływaniu na obrazy postrzegane przez drugą
osobę. Grzesiek nie wierzył w takie rzeczy i już. Nadprzyrodzone
moce drzemiące w człowieku? Nie oszukujmy się, to niemożliwe.
Za
to kilka
chorób i zaburzeń nawet pasowało do jego profilu, jednak objawy
mieszały się ze sobą i jedna przypadłość zachodziła na drugą.
Miał
mętlik w głowie.
Przez
tak długi czas nie znalazł satysfakcjonującego wytłumaczenia na
swą dziwną przypadłość i raz jeszcze postanowił przeczytać
artykuł. Wizje trwały, a on przez kilka kolejnych dni rozważał
jego treść.
W
końcu poszukał więcej informacji na temat telepatii i podobnych
zjawisk. Za radą Tima Doughut'a – człowieka przez długie lata
dręczonego przez telepatkę, postanowił sprawdzić dziewczynę w
sieci...
I
nic nie znalazł.
Nie
rozumiał jak w amerykańskich filmach potrafią dowiedzieć się z
Internetu nawet tego, kiedy srasz, a tymczasem polska rzeczywistość
okazywała się banalnie szara i nieporadna. Zresztą jak zawsze.
Musiał pogodzić się z faktem, że polskie Google nie działają
tak dobrze, jak amerykańskie, czy angielskie i dać za wygraną.
Tak
więc miesiące poszukiwań, spotkań z lekarzami i edukacji w
dziedzinie psychologii nie pomogły. Nie wiedział skąd miał dziwne
wizje, kim jest dziewczyna, czy jest prawdziwa, a może to on
zwyczajnie jest chory? Nie wiedział, gdzie szukać pomocy i jak to
opanować. A co najgorsze miał już tego dość. Codzienne
przeżywanie tego samego stresu i strachu, do którego powinien się
przyzwyczaić (a jednak tak to nie działało), rujnowało mu
psychikę. Obawiał się, że jeszcze parę miesięcy a zakują go w
kaftan bezpieczeństwa i wywiozą do wariatkowa do sali bez klamek,
albo co gorsza umrze na zawał.
Czuł
się coraz bardziej wycieńczony. Każdy dzień wyglądał tak samo.
Przedpołudnia
spędzał w pracy, gdzie wujek z powodzeniem podtykał mu pod nos
nowe zadania, ograniczając przerwy do minimum. Czasem zostawał po
godzinach robiąc dla wujaszka prywatne zlecenia u klientów.
Popołudniami siedział w bibliotece miejskiej czytając różne
psychologiczne pierdoły i nie rozumiejąc ani słowa. Okazało się,
że akurat z tej dziedziny był bardzo słaby. Wracał do domu około
godziny dziewiętnastej, jadł obiad, pił trzecią lub czwartą
kawę. Włączał telewizor, oglądał wiadomości lub seriale,
innego dnia serfował po necie na swoim smartphonie, próbując przez
Facebooka trafić na ślad dziewczyny, a gdy przychodziła TA godzina
posłusznie siadał w fotelu i na nią czekał. Chociaż wiele razy
zażarcie się modlił, ona i tak ukazywała się, niezmiennie dzień
w dzień. Czasem myślał o tym w kategorii „przyczepił się rzep
do psiego ogona”. Ale cóż... Tak właśnie było.
I
chociaż miał dopiero
29 lat to na
czole, wokół oczu i ust pojawiły się głębokie zmarszczki. Cera
zbladła i zrobiła się szorstka, niezdrowa. Blask w tęczówkach
przygasł, pod opuchniętymi od niewyspania oczami zauważał coraz
większe kręgi, kąciki ust nieznacznie opadły, przez co wydawał
się ciągle przygnębiony, a we włosy wkradły się siwe pasma. W
ciągu tego koszmarnego pół roku postarzał się o cztery, pięć
lat.
- Wychodzą chroniczne niewyspanie, zmęczenie, stres i zła dieta. - Śmiał się na głos z ironią, co rusz patrząc w lustro.
Lecz
ostatnio robił to coraz rzadziej. Bał się tego zjawiska i tego, co
z niego zostanie za kilka miesięcy.
***
Grzegorz
od rana czuł, że ten dzień będzie inny niż zwykle. Nie napawało
to optymizmem. W głębi duszy wiedział, że cokolwiek się dziś
zdarzy, będzie miało związek z tajemniczą dziewczyną i to go
przerażało. Rzadko kiedy miewał takie przeczucie, lecz tym razem
był niemal pewny. Dziewczyna śniła mu się całą noc.
Siedział
na łóżku w nieznanym sobie pokoju. Okna były zasłonięte grubymi
zasłonami, w pomieszczeniu panował półmrok. Siedział po turecku
na wprost drzwi. Za plecami miał kilka ciemnych poduszek i dużego,
brązowego misia z oderwanym okiem i nadszarpniętym, smętnie
zwisającym uchem. Obejrzał się uważnie wokoło.
Wydawało
mu się, że jest w innym ciele, ciele dziewczyny.
Widział
końcówki ciemnych blond włosów, wydepilowane nogi, niewielki
biust i ręce, którymi obejmował się kuląc ramiona. Ściany
pomalowane były na zimny błękit. Z tyłu, nad łóżkiem wisiało
mnóstwo plakatów rozpoznał np. Metallicę, Hunter, Sabaton,
Nightwish, Black Sabbath, Behemoth i White Zombie. Pozostałych nie
znał. Po lewej stronie na nocnej szafce stało zdjęcie dziewczyny z
jego wizji – rozpoznał ją od razu, mimo iż na fotografii musiała
być kilka lat młodsza. Przytulała się, z szerokim uśmiechem na
twarzy, do młodego mężczyzny o blond włosach i jasnych oczach.
Mógł mieć trzydzieści parę lat. Dostrzegł podobieństwo.
Mężczyzna ze zdjęcia musiał być jej ojcem albo dużo starszym
bratem. Skierował wzrok na ścianę przed sobą. Koło drzwi stała
komoda. Dopiero po chwili zauważył rząd ustawionych w półokrąg
zapalonych świec. Płomienie drgały i rzucały lekką poświatę na
ilustrację pośrodku. Ciemna ramka chyba była odwrócona, bo nie
mógł dostrzec, co przedstawia obraz.
Gdzieś
w głowie, która nie była jego, czuł wielkie przygnębienie i
zdenerwowanie. Pod powiekami piekły go łzy wściekłości i
bezradności. Prześladowało go nieuchronne poczucie końca i
bezbrzeżny strach.
Boję
się. Matko, tak bardzo się boję. Co ja zrobiłam? Co mam zrobić
teraz? Wszystko jest takie skomplikowane i trudne... Nie. Nie dam
rady. Niech ktoś mi pomoże...Błagam! Na pewno jest ktoś, kto mi
pomoże...
Nagle
wrócił do swojego ciała i znalazł się w ciemnym korytarzu. Stał
przed drzwiami, a serce tłukło mu się w piersi. Wiedział, co
znajdzie po drugiej stronie i nie chciał tam wchodzić. Zerknął za
siebie, ale ujrzał tylko niekończący się mrok. Nie miał innej
drogi.
Otworzył
drzwi i wszedł do środka. Powoli się za nim zamknęły...
Zobaczył
ją. Siedziała na łóżku, tak jak przed chwilą on. To była ta
sama dziewczyna. Podniosła wzrok i ich spojrzenia się spotkały...
-
To ty! Boże, to naprawdę ty! Pomóż mi proszę!
Prooooooooszęęęęęę!!! - Jej
krzyk rozrywał mu głowę. Bezwiednie przycisnął dłonie do uszu,
ale dźwięk wydawał się wypływać z mózgu. - Jeśli
mi nie pomożesz zginę! Musisz mnie uratowaaaać!
Dziewczyna
zerwała się z łóżka i rzuciła pędem w jego stronę, zupełnie
jak podczas wieczornych wizji. Krew dudniła mu w skroniach
rytmicznym ŁUP! ŁUP! ŁUP!. Cofnął się gwałtownie. Za plecami
poczuł komodę, nie miał dokąd uciec. Trącony obrazek przewrócił
się, chwilowo absorbując jego uwagę. I wtedy zobaczył to, czego
nie mógł dojrzeć wcześniej...
To
nie było kolejne zdjęcie uśmiechniętej dziewczynki z rodzicami
lub przyjaciółmi oprawione w ramkę, ale rysunek diabła.
Po
plecach przeszedł mu dreszcz, powietrze zatrzymało się w płucach,
łupanie w skroniach nasiliło a ręce zaczęły się pocić.
Trwało
to zaledwie sekundę. Odwrócił się w stronę dziewczyny i nagle
natychmiast zapragnął się obudzić.
W
ręku trzymała duży kuchenny nóż, a wzrok miała obłąkany.
Świece zgasły. Wpatrując się w niego tępo, otworzyła usta, ale
głos, który się z nich wydobył nie był tym, który tak często
słyszał...
-
Nie pomożesz! - Zaśmiała
się okrutnie. - Ona
już nie żyje! Jest nasza i nasza pozostanie! Od NAS nie ma
ucieczki!
Grzegorz
chciał uciec. Dopadł do drzwi i zaczął szarpać. Bezskutecznie.
Słyszał ją jak się zbliża i jak chichocze pod nosem. Chciał się
obudzić, ale nie mógł...
Dziewczyna
była zaledwie krok od niego.
Zaraz
wbije mi ten nóż w brzuch i będzie koniec.
Zadziwiające,
bo kiedy to pomyślał, poczuł ulgę. W końcu skończy się koszmar
ostatnich miesięcy. Będzie mógł odpocząć.
Uniósł
wysoko głowę gotowy na śmierć.
Jednak
dziewczyna wbiła nóż - aż po rękojeść - we własną pierś.
Pochyliła się do przodu pod wpływem ciosu, a zaraz potem padła na
kolana, przyciskając nóż do piersi, jakby tuliła dziecko.
Koszulka bardzo szybko zabarwiła się na czerwono. Krew kapała na
podłogę, a każda kropla uderzała w panele tak głośno, jakby
ktoś ciskał w nie kamieniami.
Chciał
rzucić się na pomoc, zatamować krwawienie, wezwać karetkę,
cokolwiek, ale sparaliżował go strach i jeszcze jakaś inna tajemna
siła.
Stał
tam i patrzył jak powoli się wykrwawia, a ciemna kałuża wokół
jej kolan się powiększa. Rozluźniła uścisk, ręce opadły. Widać
było, że resztką sił uniosła głowę. Spojrzała na niego ten
ostatni raz... Wyzywająco, z bólem i cierpieniem w błękitnych
tęczówkach.
Przy
ostatnim tchnieniu jej oczy rozszerzyły się z przerażenia i
wiedział, że nie zapomni tego widoku... Usiłowała coś
powiedzieć...
Nie
chciał tego robić. Chciał się obudzić. Ale tajemna siła zgięła
go wpół, każąc nachylić się nad umierającą dziewczyną.
A
ona podniosła drżącą zakrwawioną dłoń i dotknęła jego
policzka. Wilgotne i lepkie palce zjechały niżej. Poczuł na
wargach smak miedzi i wstrząsnęły nim mdłości.
Wyczytał
z ruchu jej warg ostatnie słowa: „Nie pomogłeś mi...”
Obudził
się zlany potem.
Gwałtownie
usiadł na łóżku. Zbierało mu się na wymioty, czuł smak miedzi
na ustach. Za oknem przejechał samochód. Grzegorz nie wiedział, co
jest rzeczywiste a co nie.
Chciał
przetrzeć oczy, ale na dłoniach zauważył krew. Przypomniał sobie
dziewczynę z nożem w piersi i ten jej wzrok...
Wrzasnął i pobiegł do lustra.
Zabił
ją?
Czuł
ogromne poczucie winy i był niemal pewny, że w lustrzanym odbiciu
zobaczy krwawy ślad przeciągnięty przez twarz.
Myśli
jak tornado szalały w jego głowie i siały spustoszenie w mózgu.
To
nie jest prawda. Nie mógł jej zabić. Starał się przypomnieć
sobie wczorajszy wieczór, ale coś go blokowało. Obręcz zaciskała
się w płucach, nie mógł złapać powietrza, czuł w skroniach
rytmiczne ŁUP! ŁUP! ŁUP!, ręce zrobiły się mokre od potu. Nie
pamiętał!
Spojrzał
w wiszące w łazience lustro. Zrobiło mu się słabo, więc usiadł
na wannie. Raz jeszcze przyjrzał się dłoniom i zamknął oczy.
Nie
było żadnego śladu na twarzy, żadnej krwi na dłoniach.
Metaliczny posmak w ustach zawdzięczał niewielkiej rance na dolnej
wardze – musiał ją przygryźć we śnie.
Wziął
kilka głębszych wdechów, przemył twarz zimną wodą i wrócił do
sypialni.
Spojrzał
na zegarek, dochodziła piąta.
Chwilę
poleżał porządkując myśli, a potem poszedł zaparzyć kawę -
nie miał szans by zasnąć. Wciąż widział ostatnią scenę. Całe
szczęście, że to tylko koszmar...
Ale
nie potrafił go zapomnieć. Koszmarne sceny powracały wciąż na
nowo i nie mógł się na niczym skupić. Tak rozkojarzony nie był
od dawna. Zadzwonił do Kaśki – znajomej terapeutki. Opowiedział
jej wszystko, a po głosie poznał, że jego stan bardzo ją
zmartwił. Kobieta zaproponowała spotkanie.
W
innych okolicznościach na pewno by się pokusił, była diablo
atrakcyjna i okazywała mu zainteresowanie nieco wykraczające poza
etykę zawodową, lecz dziś wolał pozostać sam na sam ze swoimi
problemami. Miał wobec niej inne plany, a nie powinno łączyć się
życia zawodowego z prywatnym. Dlatego odmówił. Nie będzie
poddawał się jej analizom.
Po
trzech godzinach pracy szef kazał mu jechać do domu. Stwierdził,
że Grzegorz musi źle się czuć, ponieważ jest nieswój i pracuje
niewydajnie. Dał mu urlop – oczywiście bezpłatny i pogroził, że
jeżeli to się powtórzy, lub co gorsza odkryje, że Grzegorz znów
zaczął kombinować z narkotykami albo alkoholem to wyleje go na
zbity pysk. Mężczyzna posłusznie wrócił do domu. Cóż z wujem
Maksem nie warto było się kłócić ani cokolwiek tłumaczyć.
Najważniejsze, że miał pracę.
Czuł
okropne wyczerpanie, więc od razu po powrocie położył się do
łóżka. Zasnął natychmiast. Znów miał koszmar...
+++
Ciąg
dalszy nastąpi...
+++
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz